Szukaj na tym blogu

niedziela, 30 czerwca 2019

33. Rozbudzony lokalny patriotyzm, czyli "Sub Rosa" Anny Jurewicz.

W ostatnim poście opowiadałam Wam o polskich autorkach, które bardzo cenię.

Dziś pozostajemy przy rodzimych twórcach, jednak tym razem będzie to niesamowity debiut. Debiut który zdobył moje serce tak, że niecierpliwie czekam na kolejne dwie części (potwierdzone info!).

I pomyśleć, że swojego czasu miałam wątpliwości, czy tą książkę zamawiać.
O ja niemądra.

A chcę Wam opowiedzieć o "Sub Rosie" Anny Jurewicz.







Młoda dziewczyna o wdzięcznym imieniu Róża wraca do Polski z samego Paryża, by odciąć się od bolesnej przeszłości.
I komuś może tu się zapalić czerwona lampka: Hej, czy Ty polecasz jakiś kiczowaty romans?

Oj nie, kochani. Bo Róża nie wraca do Polski by bezczynnie siedzieć.
Ona rozpoczyna studia!

I to nie byle gdzie, bo na magicznym Uniwersytecie Łysogórskim!
A co to dziewczę ma tam za przygody? I na kogo będzie mogła liczyć, gdy dziać się zacznie nieciekawie?
I co z tym wszystkim ma wspólnego słowiański (?) bóg?

A przeczytajcie, to się dowiecie!
Ja szczerze zachęcam!

~ * ~

Jak pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to Wam właśnie powiem, czytając cykl "Kwiat paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk niezwykle mocno łapał mnie za serduszko fakt, że akcja powieści dzieje się w okolicy, gdzie żyję.

Bo umówmy się, kogo nie cieszy wynajdywanie w książce wzmianek o miejscach, które się zna?

Dlatego aż zapiszczałam z radości, kiedy przeczytałam pierwszy rozdział "Sub Rosy", który autorka udostępniła na swojej stronie. I to właśnie moment, gdy wreszcie zdecydowałam się przeczytać ten fragment sprawił, że kliknęłam na stronie "Zamów", choć już znacznie wcześniej Slavic Book tak mocno ją polecała.


W końcu jednak i ja dostałam "Sub Rosę" w swoje łapki. A jak już ją dostałam, to ostatnimi siłami woli dawkowałam sobie tą historię, żeby nie skończyć jej zbyt szybko.
Niby przyjemność była dłuższa, ale i tak gdy skończyłam czytać (gdzieś między godziną 22-23) niemal od razu napisałam do autorki z żądaniem kolejnej części (prawie żądaniem).

Mamy tam Łysogórski Uniwersytet Magiczny! Uniwersytet! Magiczny! Na Łysej Górze!
Już samo to brzmi jak spełnienie marzeń. Opisy przedmiotów sprawiały, że sama miałam ogromną ochotę się tam zapisać.

Plus bohaterowie, którzy choć czasami potrafią irytować (sama przyznałam, że Róży kilka razy miałam ochotę przyłożyć w łeb), to zdobywają nasze serca i czytelnik chce wiedzieć, co u nich dalej.

Poza tym, tą książkę się zwyczajnie połyka. Ona sama wchodzi do głowy, nawet się zbytnio nie trzeba wysilać. Jak na debiut, warsztat i język autorki są naprawdę dobre (a mówi to osoba, która uwielbia czepiać się konstrukcji zdań w opisach czy dialogach i ich ogólnego brzmienia. Tych zdań, znaczy).

No i na koniec: sama historia!
Historia, która wciąga i nie chce puścić (jak Róży... a przeczytajcie, to dowiecie się co!). Połączenie świetnego humoru, magii, szczypty romansu, no i tajemnicy!
A takiego poplątania, zwłaszcza na koniec, to się nie spodziewałam.






Dlatego rzeknę jedno: Czytajcie "Sub Rosę"!

Ja sama jestem niesamowicie ciekawa, co autorka szanowna wymyśliła na kolejne części i już wiem, że w chwili gdy dostanę informację, że już są do zamówienia, to pędzę lecę to zrobić!


A może już macie tą książkę za sobą? Koniecznie wtedy dajcie mi znać, jakie są Wasze odczucia!



I jak zawsze serdecznie zapraszam Was na mój Instagram!


Do zobaczenia!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz