Szukaj na tym blogu

czwartek, 28 listopada 2019

39. Sic itur ad astra... czyli Róża powraca!

Hej!

Oj kochani! Z jaką dobrocią do Was dzisiaj przychodzę!

Chyba zgodzicie się ze mną, że najgorsze dla czytelnika jest długie czekanie na kolejną część cyklu, który się polubiło.

A pamiętacie jak bardzo podobała mi się "Sub Rosa", prawda?
Oraz, że skończyła się tak a nie inaczej.


Dlatego byłam przeszczęśliwa, że kontynuację mogłam przeczytać całkiem szybko!

Jestem też szalenie dumna, że znalazłam się w gronie patronów tej książki!


Zapraszam więc na przedpremierową recenzję "Ad Astry" Anny Jurewicz!







~ *** ~

Powiem Wam jedno: to nie jest nudna książka.

Jeśli po pierwszej części macie duże oczekiwania wobec kontynuacji, to śmiem twierdzić, że spokojnie zostaną one zaspokojone.

Nie znajdziecie tam grama zbędnych opisów, niewykorzystanej przestrzeni, czy jakichkolwiek dłużyzn.

Od samego początku, od pierwszych kartek słowa utkane przez autorkę zaczynają nas oplatać, a nim się obejrzymy, będziemy już cali spętani.

Niczym włosami Róży. Przypadek?
Nie sądzę.

A ta pajęczyna fabuły nie wypuści was już do samiutkiego końca, więc nie ma nawet co walczyć.
Szkoda sił.

W moim odczuciu "Ad Astra" jest napisana z nawet większym polotem niż "Sub Rosa" (a jej przecież niczego nie brakowało!).

Wyobraźcie sobie taką mega wielką i wypasioną kolejkę górską. Taką wiecie, z gigantycznym wzniesieniami i spadkami, zakrętami o niebotycznych kątach i tak dalej. Oraz siebie w wagoniku, który ma ruszyć.

Tak.

To właśnie się będzie działo z Waszymi emocjami, zapewniam.

Będziecie przeżywać wszystko razem z bohaterami, z którymi już po pierwszej części tak bardzo się zżyliśmy.
Tylko uprzedzam.

Zarezerwujcie sobie czas, żeby nie mieć wyrzutów, jak nie odrobicie pracy domowej/nie przygotujecie się na zajęcia/nie ugotujecie obiadu/wstawić dowolny obowiązek, bo będziecie czytać!

Wiem co mówię.

Jednak warto, oj jak warto!


Wstrzymywanie oddechu czy hiperwentylacja to norma.


~ *** ~


Podsumowując, każdy kto przeczytał "Sub Rosę" niech się dowie, że choć "Ad Astra" będzie miała swoją premierę 6 stycznia, to już teraz właśnie tu można zamówić swój egzemplarz.

A kto nie czytał niech też słucha, bo można zamówić obie części!

To najlepsze Róże na prezent z dowolnej okazji!

Ja serdecznie i z całego serca polecam!


niedziela, 24 listopada 2019

38. Mała rzecz o debiutach - "Jeszcze jedno marzenie"

Cześć!

Jak może pamiętacie czy to z bloga , czy z Instagrama Słownego świata, już zdarzało mi się recenzować debiuty.  Również osób, które znam (choćby Sub Rosa).

Debiuty mają to do siebie, że są tak cudowną niewiadomą. No i kto bardziej potrzebuje naszego (czytelników) wsparcia niż początkujący autorzy?

Dlatego choć troszkę z tym zwlekałam, po naszym małym spotkaniu na Krakowskich Targach Książki postanowiłam sięgnąć po debiut Magdy Zeist, którą możecie kojarzyć jako Maobmaze.

A oto kilka słów ode mnie o "Jeszcze jednym marzeniu".








~ * * * ~

Fabuła wydaje się prosta. Para młodych ludzi żyje spokojnie, wydaje się, że mają wszytko, czego im trzeba.
No prawie.

Gdy zdrowie jednego z nich raptownie się pogarsza, Gaja i Igor zostają zmuszeni do przemodelowania dotychczasowego postępowania i myślenia.


Wydaje się sztampowe, prawda?

Właśnie. Wydaje się. Bo im bardziej się wczytujemy, im dalej w tą historię brniemy, tym więcej ważnych rzeczy w niej dostrzegamy.
Magda w pozornie prostej i przyjemnej powieści zawarła cały pęczek istotnych tematów.

Począwszy od relacji z drugim człowiekiem, przyjaźni, związków i rodziny, przez adopcję zwierząt ze schroniska, spełnianie marzeń, życie pełnią życia, po kwestię dawstwa organów.

Trafiło to do mnie tym mocniej, że sama zmagam się z wadą serca, wrodzoną. Nie jest ona duża, więc nie mam aż takich problemów jak główny bohater, nie mniej bardzo mu współczułam.


Co prawda od strony technicznej nie jest idealnie, czuć, że jest to pierwsza książka Magdy. Jednak wiecie co?
Zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Owszem, czasem przewracałam oczami na pewne dialogi czy zachowanie bohaterów, jednak nie zmienia to faktu, że historia wciąga. Chce się wiedzieć, co będzie dalej z Gają, Igorem i resztą bohaterów.

A już zakończenie to sztos!
Takie zagranie na nosie czytelnikom jest na jak największy plus!


Podsumowując:
Magda - serdecznie gratuluję wydania i trzymam kciuki, żeby (o ile dalej będziesz chciała pisać) to nie była ostatnia książka i by z każdą kolejną było lepiej!

Samo "Jeszcze jedno marzenie" mogę polecić. To miła, wciągająca historia, która pozwoli nam na chwilę oderwać się od naszej rzeczywistości i być może na kilka rzeczy spojrzeć w inny sposób.




Może już też czytaliście debiut Magdy?
Jeśli tak, to koniecznie znać co sądzicie!


A jeśli chcecie być ze mną na bieżąco, wpadajcie na Instagram Słownego świata!


Do zobaczenia!

czwartek, 14 listopada 2019

37. Harda Horda znowu w akcji, czyli nowości od Marty Kisiel i Martyny Raduchowskiej

Oh, Serafin! Aleś Ty opóźniona!

Bo ten post miał się pokazać już wiele, wiele dni temu. Miał.
No ale się nadarzyły targi... a potem wyjazd...
I tak to poszło.
Jednak do rzeczy!

~ * * * ~

Obie książki, o których dzisiaj chcę Wam opowiedzieć, miały swoją premierę 30.10, nakładem wydawnictwa Uroboros.




>>> "Fałszywy Pieśniarz" - Martyna Raduchowska:







Kiedy po przeczytaniu zamknęłam tą książkę, nim jeszcze podzieliłam się na stories pierwszymi wrażeniami, poczułam coś, co jest moim zdaniem najlepszym uczuciem po skończeniu danej historii.


Satysfakcję.
I radość.
O tak, dużo radości.
Bo wiecie. Są autorki i autorzy, przy których wiemy, że zakończą książkę przynajmniej na poziomie "OK". Którzy wiemy, że swoich postaci ostatecznie nie skrzywdzą.
Cóż, Martyna Raduchowska niestety, albo stety do nich nie należy, więc ja przez 99,5% książki drżałam o życie bohaterów.
W "Fałszywym" mamy mnóstwo płot twistów, emocjonalnie przygotujcie się na ekstremalny rollercoaster. A to wszystko podane w pięknej językowo formie!
Czytelnikowi emocje Idy są bardzo dokładnie przekazane, i uwaga, mocno się udzielają!
Ida, choć bynajmniej nie jest postacią idealną, to wzbudza sympatię. Od samego początku była kreowania bardzo realistycznie, miała swoje humory, bywała egoistyczna. Dzięki temu jest bliższa czytelnikowi, który z łatwością może się z nią utożsamić. Podobnie rzecz ma się i z innymi bohaterami (eh ten Kruchy i jego skrywane sekrety!).
Polecam!





Co przyniosło pozostałe 0,5%? A to dowiedzcie się sami!


Jest dużo mrocznej i poważniej niż w poprzednich częściach, widać zmiany w bohaterach, a szczególnie właśnie w Idzie


Ja pozostaje pod ogromnym wrażeniem i "Fałszywego Pieśniarza" i całej serii. 






>>> "Małe Licho i kamienny anioł" - Marta Kisiel:








W dniu, kiedy dostałam swój egzemplarz, potrzebowałam jakiś 5-6h by ją...
Nie, nie przeczytać.
Pochłonąć, tak na jednym wdechu!
Powiem więcej: mój tata też czytał z przyjemnością!
Są znani nam bohaterowie (Liszko moje najcudniejsze!), są przygody, jest magia! 
I język, którym autorka nas hipnotyzuje i wciąga do swojego niesamowitego świata!
W jednej z rozmów porównałam czytanie "Małego Licha" do otulenia się ciepłym, mięciutkim kocykiem w zimowy wieczór!
O, doprawdy, Alleluja!
Osobiście serdecznie polecam!
I bardzo czekam na kolejną książkę aurieki, która już jest zapowiedziana na wiosnę 2020! 




Teoretycznie, tak jak i "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" jest to pozycja nieco bardziej kierowana do młodszego odbiorcy. Jednak jak widać na załączonym obrazku, również dorosły może się przy niej doskonale bawić, a co więcej, wyciągnąć dla siebie jakąś lekcję.


Mamy tu wszystko, za co kochamy Martę Kisiel.



I nadal to podtrzymuje!
Jeśli zatem szukacie książki o przyjemnym języku, zimowej, świątecznej, ale z magią oraz przekazem: Marta Kisiel będzie idealna!




~ * * * ~

Dajcie koniecznie znać, czy którąś z tych książek macie już przeczytaną!


Ściskam Was mocno i do zobaczenia!

sobota, 21 września 2019

36. Magia dla wytrwałych, czyli "Czarny Mag..." Rachel E. Carter

Ta seria pojawiła się już jakiś czas temu, widziałam recenzje zarówno pierwszej, jak i drugiej części na booktubie i booktagramie,

Jednak dopiero premiera części trzeciej (z powstałych czterech), która mała miejsce 18.09 dzięki wydawnictwu Uroboros popchnęła mnie do tego, by w końcu ją przeczytać.

Czy żałuję?
To za chwilę!

A o czym mówię?

Oto seria "Czarny Mag" Rachel E. Carter!








~ * * * ~


Pierwsze dwie części, czyli "Czarny Mag. Pierwszy Rok" oraz "Czarny Mag. Adeptka" opowiadają o przejściach głównej bohaterki - Ryiah - i jej brata oraz przyjaciół w Akademii Magii.

I bynajmniej, nie jest to ani Hogwart, ani Uniwerstyet Łysogórski...

Oba te tomy doprowadzają nas do wydarzeń z części "Carny Mag. Kandydatka".

Przygód Ryiah i Darrena ciąg dalszy, intryga ściele się gęsto (tak, intryga, ale i... ups, ciii!).



Bo przyznaję, z tomu na tom klimat powieści staje się poważniejszy, bardziej mroczny, cięższy. Bardzo wyraźnie widać, jak wraz z dorastaniem bohaterów (w pierwszej części są nastolatkami, w trzeciej mają po 20 lat) zmieniają się problemy, z jakimi muszą się mierzyć.

I właśnie, bohaterowie. Tu "Kandydatce", ale i całej serii trzeba oddać, że postaci są bardzo żywe. Wręcz idealnie nieidealne.
Popełniają błędy, mówią to, czego mówić nie powinni, działają czasem impulsywnie, żałując później swojego zachowania.

I tak, to momentami może irytować, jednak w ogólnym obrazie osobiście odczytuję to jako ogromny plus.


No i cały świat przedstawiony, to jak autorka rozwiązała używanie magii!
Ogromne ukłony, bo to było (przynajmniej dla mnie) coś nowego.
Nie mówiąc o politycznej intrydze, choć powinnam napisać, politycznych intrygach!

Tego ostatniego ja sama fanką nie jestem, jednak sam koncept bardzo doceniam, bo przyznam, że czytelnik może mieć z tym nie lada zagwozdkę i wiem, że będzie spora część, która tego w książkach szuka.

I oczywiście, że "Kandydatka", czy tez cała seria "Czarny Mag" nie jest wolna od szablonów, czy pewnych klisz, jednak są one w niej na tyle ciekawie i oryginalnie użyte, że wcale nie przeszkadzają.


Historia od początku wciąga, trzyma w napięciu, a czytelnik śledzi, co też się na następnej stronie wydarzy.
W jakie kłopoty wpakuje się główna bohaterka?

Seria wywołuje w czytelniku autentyczne emocje, które pozostają jeszcze długo po skończeniu książki, co również jest plusem!
Nie sposób jest łatwo wyrzucić "Czarnego Maga" z głowy, oj nie łatwo!

Nie mówię, że to seria idealna, bo wiadomo, zawsze znajdzie się coś, do czego będzie się można przyczepić.

Osobiście jednak sądzę, że to naprawdę dobra seria, a ostatnia część już szczególnie!

Czy czekam na tłumaczenie ostatniej części? W sumie, to owszem. Choć boję się tego, co w niej będzie, bo już spodziewam się jakie emocje we mnie wzbudzi, jednak ciekawa jestem jak autorka wybrnie z zaczętych wątków! 








A Wy, znacie już tą serię?
Dajcie koniecznie znać, czy tak, a może macie zamiar przeczytać?
Piszcie w komentarzach!



Zapraszam Was też jak zawsze serdecznie na mój Instagram, gdzie codziennie dzielę się z Wami nowinkami w Słownym Świecie!

Ściskam Was ogniście!

Do zobaczenia!












poniedziałek, 9 września 2019

35. Uważajcie, czego sobie życzycie, czyli "Skrzynia ofiarna" S. Martin

Przyznam się Wam, że ja nie bardzo lubię horrory, thrillery też nie są wśród moich ulubionych gatunków.

A jednak, pamiętacie że "Inkub" którego przeczytałam bardzo mi się spodobał.

Dlatego też, gdy zobaczyłam dzisiejszego bohatera w nowościach wydawnictwa YA, to nie myślałam wiele.

Stwierdziłam: biorę! Opis był zachęcający, więc czemu nie.

A mowa o:

"Skrzyni ofiarnej" Stewarta Martina.





Premiera książki 18.09.



Co bylibyście w stanie zrobić, by spełniło się Wasze pragnienie?
By zatrzymać przy sobie osoby dla Was drogie?

Dwa pokolenia, dwie czteroosobowe grupy przyjaciół.

Trzy zasady.

I jedna skrzynia, która zmieni życia bohaterów na dobre.


~ *** ~


Powiem Wam, że książka naprawdę mnie zaskoczyła. Jakoś nie zarejestrowałam, że to ma być osadzone w USA lat 80'
Zdecydowanie od pierwszych stron czuje się duszną atmosferę,  która nie mija właściwie do samego końca.

Książka bez wątpienia wciąga i bardzo ciężko się od niej oderwać!

Niewątpliwym plusem jest stopniowe odkrywanie całej intrygi, która kryje się za tytułową skrzynią ofiarną.
Sama ona wzbudza mega niepokój.

Osobiście nie raz podczas czytania wstrzymywałam oddech i byłam strasznie ciekawa, jak to się skończy!


W moim odczuciu autorowi naprawdę zgrabnie wyszło oddanie klimat czasów w jakich osadził akcję.

Bohaterowie może nie koniecznie wzbudzają naszą sympatię, jednak to też jest dość ciekawe, kibicować postaciom (bo w sumie się im, przynajmniej niektórym, kibicuje), które nie są do końca miłe.




Sądzę, że "Skrzynia ofiarna" spodoba się tym, którzy lubią w książkach napięcie i dreszczyk strachu!



No właśnie, jak to u Was jest? Lubicie się trochę pobać?


Dajcie znać w komentarzach!



Zaprasza Was też serdecznie na mój Instagram, gdzie codziennie dzielę się z Wami nowinkami w Słownym Świecie!

I co? Ściskam Was ogniście!

niedziela, 14 lipca 2019

34. "Gdzie diabeł mówi dobranoc. Księżyc jest pierwszym umarłym" - K. Bonowicz

Wiecie, co lubię najbardziej?

Ok, dobra, złe pytanie, bo można by wymieniać tu wiele, jednak sprecyzujmy: co lubię najbardziej w kwestii książek?

Gdy dostaję w łapki coś, po czym zupełnie nie wiem, czego się spodziewać (bo są bardzo różne opinie, bądź tych opinii nie znam), a zostaję przyjemnie zaskoczona.

Tak właśnie było ostatnio, kiedy to dość nieoczekiwanie weszłam w posiadanie pozycji, którą przeczytałam z niemałą przyjemnością i która podsyciła moją słowiańską "fazę".

A o czym mówię?
O "Gdzie diabeł mówi dobranoc. Księżyc jest pierwszym umarłym" Kariny Bonowicz.








Alicja, nastolatka z Warszawy, jedynaczka i córka lekarzy, na skutek tragicznych wydarzeń zmuszona jest pojechać do nieznanej sobie ciotki. Ciotki mieszkającej w niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu.
Gdy dziewczynie wydaje się, że samo to jest najgorszym, co ją w jej siedemnastoletnim życiu spotkało, los szykuje dla niej o wiele, wiele więcej.

Jak Alicja poradzi sobie ze wszystkimi nowościami, jakie spotka w Czarcisławiu?
Czy piątka nastolatków ze skłóconych rodzin będzie w stanie się jakoś dogadać?

I o co chodzi z tym diabłem?

Zajrzyjcie do "Gdzie diabeł mówi dobranoc"!



Słuchajcie, ta książka wpadła w moje łapki tak nieoczekiwanie, że sama dziwiłam się, jak to się stało?
Została mi przekazana przez znajomą, której ona się zupełnie nie podobała, a która zobaczyła mój komentarz, że chciałabym tą pozycję przeczytać.

Nie raz już Ewie za to dziękowałam!

Zaczynając czytać miałam sporo wątpliwości i obaw, bo bardzo szybko główna bohaterka zaczęła mnie denerwować.
I cóż, ten stan utrzymywał się przez większość książki, nie tylko w odniesieniu do Alicji. Serio, co rusz powracało do mnie pytanie: Jasności, czy ja jako nastolatka też byłam taka okropna?...

Jednak!

Słuchajcie, fabuła książki jest tak ciekawa i wciągająca, że bardzo szybko wybaczyłam jej tych bohaterów!
Swoją drogą, uznałam, że sposób w jaki autora wykreowała bohaterów zasługuje na podziw! Bo trzeba przyznać, że były sytuacje, gdzie bardzo przyjemnie zaskoczyła mnie racjonalność zachowań postaci.

Dosłownie pochłaniałam każdą stronę, klimat Czarcisławia wciągał mnie niesamowicie! Akcja poganiała akcję, niczego nie można było być pewnym.

Momentami naprawdę współczułam Alicji, bo to, co się wokół niej działo mogło doprowadzić do szaleństwa każdego.

Czy ja muszę jeszcze dodawać, jak przyjemny jest język autorki?


Dlatego naprawdę polecam tą pozycję każdemu, kto lubi fantastyczne, słowiańskie klimaty, nie zraża się irytującymi bohaterami i lubi nieoczywiste historie!

Ja czekam (nie) cierpliwie na kolejną część!


Dajcie znać, czy czytaliście, lub czy Was zachęciłam!


Zapraszam Was też standardowo na mój Instagram!

Ściskam Was!

niedziela, 30 czerwca 2019

33. Rozbudzony lokalny patriotyzm, czyli "Sub Rosa" Anny Jurewicz.

W ostatnim poście opowiadałam Wam o polskich autorkach, które bardzo cenię.

Dziś pozostajemy przy rodzimych twórcach, jednak tym razem będzie to niesamowity debiut. Debiut który zdobył moje serce tak, że niecierpliwie czekam na kolejne dwie części (potwierdzone info!).

I pomyśleć, że swojego czasu miałam wątpliwości, czy tą książkę zamawiać.
O ja niemądra.

A chcę Wam opowiedzieć o "Sub Rosie" Anny Jurewicz.







Młoda dziewczyna o wdzięcznym imieniu Róża wraca do Polski z samego Paryża, by odciąć się od bolesnej przeszłości.
I komuś może tu się zapalić czerwona lampka: Hej, czy Ty polecasz jakiś kiczowaty romans?

Oj nie, kochani. Bo Róża nie wraca do Polski by bezczynnie siedzieć.
Ona rozpoczyna studia!

I to nie byle gdzie, bo na magicznym Uniwersytecie Łysogórskim!
A co to dziewczę ma tam za przygody? I na kogo będzie mogła liczyć, gdy dziać się zacznie nieciekawie?
I co z tym wszystkim ma wspólnego słowiański (?) bóg?

A przeczytajcie, to się dowiecie!
Ja szczerze zachęcam!

~ * ~

Jak pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to Wam właśnie powiem, czytając cykl "Kwiat paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk niezwykle mocno łapał mnie za serduszko fakt, że akcja powieści dzieje się w okolicy, gdzie żyję.

Bo umówmy się, kogo nie cieszy wynajdywanie w książce wzmianek o miejscach, które się zna?

Dlatego aż zapiszczałam z radości, kiedy przeczytałam pierwszy rozdział "Sub Rosy", który autorka udostępniła na swojej stronie. I to właśnie moment, gdy wreszcie zdecydowałam się przeczytać ten fragment sprawił, że kliknęłam na stronie "Zamów", choć już znacznie wcześniej Slavic Book tak mocno ją polecała.


W końcu jednak i ja dostałam "Sub Rosę" w swoje łapki. A jak już ją dostałam, to ostatnimi siłami woli dawkowałam sobie tą historię, żeby nie skończyć jej zbyt szybko.
Niby przyjemność była dłuższa, ale i tak gdy skończyłam czytać (gdzieś między godziną 22-23) niemal od razu napisałam do autorki z żądaniem kolejnej części (prawie żądaniem).

Mamy tam Łysogórski Uniwersytet Magiczny! Uniwersytet! Magiczny! Na Łysej Górze!
Już samo to brzmi jak spełnienie marzeń. Opisy przedmiotów sprawiały, że sama miałam ogromną ochotę się tam zapisać.

Plus bohaterowie, którzy choć czasami potrafią irytować (sama przyznałam, że Róży kilka razy miałam ochotę przyłożyć w łeb), to zdobywają nasze serca i czytelnik chce wiedzieć, co u nich dalej.

Poza tym, tą książkę się zwyczajnie połyka. Ona sama wchodzi do głowy, nawet się zbytnio nie trzeba wysilać. Jak na debiut, warsztat i język autorki są naprawdę dobre (a mówi to osoba, która uwielbia czepiać się konstrukcji zdań w opisach czy dialogach i ich ogólnego brzmienia. Tych zdań, znaczy).

No i na koniec: sama historia!
Historia, która wciąga i nie chce puścić (jak Róży... a przeczytajcie, to dowiecie się co!). Połączenie świetnego humoru, magii, szczypty romansu, no i tajemnicy!
A takiego poplątania, zwłaszcza na koniec, to się nie spodziewałam.






Dlatego rzeknę jedno: Czytajcie "Sub Rosę"!

Ja sama jestem niesamowicie ciekawa, co autorka szanowna wymyśliła na kolejne części i już wiem, że w chwili gdy dostanę informację, że już są do zamówienia, to pędzę lecę to zrobić!


A może już macie tą książkę za sobą? Koniecznie wtedy dajcie mi znać, jakie są Wasze odczucia!



I jak zawsze serdecznie zapraszam Was na mój Instagram!


Do zobaczenia!